[ Pobierz całość w formacie PDF ]

             

Joe Abercrombie 

              BOHATEROWIE

              The Heroes

             

              Tłumaczył

              Robert Waliś

 

              Dla Eve

              Pewnego dnia to przeczytasz i zdziwisz się:

              „Tato, po co te wszystkie ostrza?".

 

             

              PORZĄDEK BITWY

              UNIA

              Naczelne dowództwo

              Lord marszałek Kroy - naczelny dowódca armii Jego Królewskiej Mości na Północy.

              Pułkownik Felnigg - szef sztabu, człowiek pozbawiony podbródka.

              Pułkownik Bremer dan Gorst - królewski obserwator Wojny Północnej i zhańbiony mistrz szermierski, niegdyś dowódca straży króla.

              Rurgen i Młodszy - jego wierni słudzy, jeden stary, a drugi... młodszy.

              Bayaz, Pierwszy z Magów - łysy czarownik, podobno liczący sobie sto lat, wpływowy przedstawiciel Zamkniętej Rady, grona najbliższych doradców króla.

              Yoru Sulfur - jego lokaj, ochroniarz i główny księgowy.

              Denka i Saurizin - dwaj starzy adepci z Uniwersytetu Aduańskiego, uczeni przeprowadzający eksperyment na zlecenie Bayaza.

              Dywizja Jalenhorma

              Generał Jalenhorm - stary przyjaciel króla, niesłychanie młody jak na to stanowisko, uznawany za odważnego, ale omylnego.

              Retter - jego trzynastoletni lokaj.

              Pułkownik Vallimir - ambitny dowódca pierwszego regimentu Jego Królewskiej Mości.

              Pierwszy sierżant Forest - podoficer sztabowy w pierwszym regimencie.

              Kapral Tunny - wieloletni spekulant oraz chorąży pierwszego regimentu.

              Żółtko, Klige, Worth i Lederlingen - tępi rekruci przydzieleni Tunny’emu w roli posłańców.

              Pułkownik Wetterlant - pedantyczny dowódca szóstego regimentu.

              Major Culfer - jego strachliwy zastępca.

              Sierżant Gaunt, szeregowiec Rose - żołnierze szóstego regimentu.

              Major Popol - dowódca pierwszego batalionu regimentu Rostoda.

              Kapitan Lasmark - biedny kapitan w regimencie Rostoda.

              Pułkownik Vinkler - dzielny dowódca trzynastego regimentu.

              Dywizja Mittericka

              Generał Mitterick - zawodowy żołnierz, bardzo odważny i niezbyt lojalny, opisywany jako bystry, ale nieostrożny.

              Pułkownik Opker - jego szef sztabu.

              Porucznik Dimbik - pozbawiony pewności siebie młody oficer w sztabie Mittericka.

              Dywizja Meeda

              Lord gubernator Meed - żołnierz amator o szyi jak u żółwia, w czasie pokoju władca Anglandu, nienawidzi Północnych równie mocno, jak świnia nienawidzi rzeźników.

              Pułkownik Harod dan Brock - uczciwy i pracowity oficer w sztabie Meeda, syn notorycznego zdrajcy.

              Finree dan Brock - jadowicie ambitna żona pułkownika Brocka, córka lorda marszałka Kroya.

              Pułkownik Brint - starszy oficer w sztabie Meeda, wieloletni przyjaciel króla.

              Aliz dan Brint - młoda i naiwna żona pułkownika Brinta.

              Kapitan Hardrick - oficer w sztabie Meeda, wielbiciel ciasnych spodni.

              Lojaliści Wilczarza

              Wilczarz - wódz Północnych walczących po stronie Unii. Dawny kompan Krwawego-dziewięć, niegdyś bliski przyjaciel Czarnego Dowa, dziś jego zaciekły wróg.

              Czerwonogłowy - zastępca Wilczarza, nosi czerwony kaptur.

              Czerstwy - doświadczony Imienny, dowodzi tuzinem Carlów w imieniu Wilczarza.

              Czerwony Kruk - jeden z Carlów Czerstwego.

              PÓŁNOC

              Otoczenie tronu Skarlinga

              Czarny Dow - Obrońca Północy bądź jej łupieżca, zależy, kogo spytać.

              Rozciętostopy - jego zastępca, czyli główny ochroniarz i pochlebca.

              Ishri - jego doradczyni, czarodziejka z pustynnego Południa, zaciekły wróg Bayaza.

              Caul Dreszcz - okaleczony Imienny z metalowym okiem, którego niektórzy nazywają psem Czarnego Dowa.

              Curnden Gnat - Imienny o sztywnych zasadach, kiedyś zastępca Rudda Trójdrzewca, później zaufany Bethoda, obecnie dowódca dwunastki Carlów Czarnego Dowa.

              Cudna - jego wieloletnia udręczona zastępczyni.

              Whirrun z Bligh - słynny bohater z najdalszej Północy, posiadacz Ojca Mieczy. Zwany także Whirrunem Rąbniętym, ponieważ jest zdrowo rąbnięty.

              Wesoły Yon Cumber, Brack-i-Dayn, Scorry Skradek, Agrick, Athroc i Drofd - pozostali członkowie oddziału Gnata.

              Ludzie Szalki

              Szalka - najstarszy syn Bethoda, obecnie najmniej potężny z pięciu wodzów Dowa, silny jak byk, odważny jak byk i głupi jak byk.

              Blady-jak-Śnieg - dawniej jeden z wodzów Bethoda, dziś zastępca Szalki.

              Białooki Hansul - Imienny ślepy na jedno oko, kiedyś herold Bethoda.

              „Książę" Calder - młodszy syn Bethoda, niesławny tchórz i intrygant, tymczasowo wygnany za propozycję zawarcia pokoju.

              Seff - jego brzemienna żona, córka Caula Reacheya.

              Głęboki i Płytki - dwaj zabójcy, którzy opiekują się Calderem, licząc na bogactwo.

              Ludzie Caula Reacheya

              Caul Reachey - jeden z pięciu wodzów Dowa, stary wojownik słynący z honorowości, ojciec Seff, teść Caldera.

              Brydian Mokry - Imienny, dawniej członek oddziału Gnata.

              Beck - młody rolnik szukający chwały na polu bitwy, syn Szamy Bezlitosnego.

              Reft, Colving, Stodder i Brait - pozostali młodzieńcy wcieleni do wojska razem z Beckiem.

              Ludzie Glamy Złotego

              Glama Złoty - jeden z pięciu wodzów Dowa, niemożliwie próżny, skłócony z Cairmem Żelaznogłowym.

              Sutt Kruchy - Imienny słynący z chciwości.

              Czujny - Carl w służbie Złotego.

              Ludzie Cairma Żelaznogłowego

              Cairm Żelaznogłowy - jeden z pięciu wodzów Dowa, notorycznie uparty, skłócony z Glamą Złotym.

              Kędzierzawy - mężny zwiadowca.

              Irig - kłótliwy wojownik z toporem.

              Złośnik - wulgarny łucznik.

              Inni

              Brodd Dziesięć Sposobów - najbardziej lojalny z pięciu wodzów Dowa, paskudny jak kazirodztwo.

              Nieznajomy-u-Bram - potężny dzikus zafascynowany cywilizacją, władca wszystkich ziem na wschód od Crinny.

              Powrócili do ziemi (martwi, uznani za zmarłych albo dawno umarli)

              Bethod - pierwszy król Północnych, ojciec Szalki i Caldera.

              Skarling Bez Kaptura - legendarny bohater, który kiedyś zjednoczył Północ przeciwko Unii.

              Krwawy-dziewięć - niegdyś wojownik Bethoda, postrach Północy, a przez krótki czas król Północnych, dopóki nie zginął z ręki Czarnego Dowa (podobno).

              Rudd Trójdrzewiec - słynący z honorowości wódz Uffrith, który walczył przeciwko Bethodowi i został pokonany w pojedynku przez Krwawego-dziewięć.

              Forley Najsłabszy - notorycznie słaby wojownik, kompan Czarnego Dowa i Wilczarza, zabity na rozkaz Caldera.

              Szama Bezlitosny - słynny wojownik zabity przez Krwawego-dziewięć. Ojciec Becka.

 

              PRZED BITWĄ

              „Nieszczęśliwy kraj,

              który potrzebuje bohaterów".

              Bertold Brecht

              TAKIE CZASY

              - Szlag, jestem już na to za stary - mruknął Gnat pod nosem, co drugi krok krzywiąc się pod wpływem bólu w chorym kolanie. Najwyższy czas skończyć z wojaczką. Już dawno powinien to zrobić. Po całym dniu uczciwej pracy będzie siadywał na werandzie i paląc fajkę z uśmiechem spoglądał na słońce chowające się za taflą wody. Co prawda, nie ma domu, ale kiedy już jakiś znajdzie, będzie to pierwszorzędny dom.

              Przeszedł przez lukę w walącym się murze, czując, że serce wali mu jak stolarski młotek. Po części za sprawą długiej wspinaczki po stromym zboczu, dzikiej trawy przytrzymującej mu buty i agresywnego wiatru, który usiłował go przewrócić. Jednakże tak naprawdę, przede wszystkim pod wpływem strachu, że zabiją go na szczycie. Nigdy nie udawał, że jest odważny, a z wiekiem stał się jeszcze większym tchórzem. To dziwne - im mniej lat mamy do stracenia, tym bardziej obawiamy się ich utraty. Może człowiek przy urodzeniu otrzymuje pewien przydział odwagi, który zużywa za każdym razem, gdy wpada w tarapaty.

              Gnat wielokrotnie wpadał w tarapaty i wyglądało na to, że teraz znów tego nie uniknie.

              Gdy wreszcie znalazł się na równym terenie, przez chwilę odpoczywał zgięty wpół, ocierając łzy z oczu podrażnionych wiatrem.

              Próbował stłumić kaszel, co jedynie sprawiło, że ten zabrzmiał głośniej. W ciemności przed nim wznosili się Bohaterowie, olbrzymie dziury w nocnym niebie, w których nie świeciły gwiazdy. Co najmniej czterokrotnie wyżsi od człowieka, zapomniani giganci porzuceni na swoim wzgórzu wśród podmuchów przenikliwego wiatru, uparcie strzegący pustki.

              Gnat zaczął się zastanawiać, ile waży każda z tych olbrzymich kamiennych brył. Chyba tylko zmarli wiedzą, jak wciągnięto tutaj te przeklęte głazy, oraz kto to zrobił i po co. Jednak zmarli nie zamierzali niczego zdradzić, a Gnat nie miał zamiaru do nich dołączyć, by się tego dowiedzieć.

              Już widział słaby blask ogniska otaczający nierówne krawędzie kamieni. Słyszał trajkoczące głosy zagłuszające cichy pomruk wiatru. To mu przypomniało o podejmowanym ryzyku i ogarnęła go nowa fala strachu. Strach to zdrowe uczucie, dopóki zmusza nas do myślenia. Dawno temu powiedział mu tak Rudd Trójdrzewiec. Gnat dokładnie wszystko przemyślał i uznał, że to dobre rozwiązanie. A raczej najmniej złe, lecz czasami nie można liczyć na więcej.

              Dlatego wziął głęboki wdech, próbując sobie przypomnieć, jak się czuł, gdy był młody, miał zdrowe stawy i o nic nie dbał, po czym przeszedł przez jedną z luk między starymi głazami.

              Może w dawnych czasach było to święte miejsce, kamienie wypełniała wysoka magia, a wkroczenie do kręgu bez zaproszenia stanowiło najgorszą zbrodnię. Teraz, nawet jeśli jacyś dawni Bogowie poczuli się obrażeni, to w żaden sposób tego nie okazali. Jedynie wiatr ucichł do żałosnego westchnienia. Na świecie nie pozostało wiele magii, podobnie jak świętości. Takie nastały czasy.

              Słabe pomarańczowe światło tańczyło na pobrużdżonej powierzchni kamieni zbryzganych mchem, oplątanych ciernistymi krzakami, pokrzywami i trawą. W ciągu kilkuset lat jeden z głazów złamał się w połowie, a dwa kolejne runęły, pozostawiając luki niczym braki w uzębieniu uśmiechniętej czaszki.

              Gnat naliczył ośmiu mężczyzn, przykucniętych wokół targanego wiatrem obozowego ogniska, ubranych w połatane peleryny i znoszone płaszcze, mocno owiniętych podartymi kocami. Blask ognia migotał na posępnych brodatych twarzach poznaczonych bliznami i pokrytych szczeciną. Migotał na krawędziach tarcz i ostrzach. Mieli mnóstwo broni. Na pierwszy rzut oka przypominali nocną drużynę Gnata i zapewne niezbyt się od niej różnili, choć większość była młodsza. Gnatowi nawet przez chwilę wydawało się, że jeden z mężczyzn, zwrócony bokiem, to Jutlan. Poczuł przyjemny dreszcz, a słowa powitania już cisnęły mu się na usta, ale wtedy przypomniał sobie, że Jutlan od dwunastu lat spoczywa w ziemi, a on wypowiedział te słowa nad jego grobem.

              Może na świecie jest ograniczona liczba twarzy i gdy żyje się dostatecznie długo, zaczynają się powtarzać.

              Gnat uniósł ręce zwrócone dłońmi do przodu, starając się powstrzymać ich drżenie.

              - Co za miły wieczór!

              Twarze gwałtownie zwróciły się w jego stronę. Dłonie złapały za broń. Gdy jeden z mężczyzn chwycił łuk, Gnatowi żołądek podszedł do gardła, ale zanim wojownik zdążył napiąć cięciwę, jego towarzysz wyciągnął rękę i go powstrzymał.

              - Spokojnie, Czerwony Kruku - odezwał się potężny starzec z bujną splątaną siwą brodą. Trzymał na kolanach lśniące obnażone ostrze. Gnat szeroko się uśmiechnął, ponieważ znał tę twarz i wiedział, że jego szanse właśnie wzrosły.

              Starca nazywano Czerstwym. Był Imiennym, którego Gnat pamiętał z dawnych czasów. W kilku bitwach walczyli ramię w ramię, chociaż częściej stawali naprzeciwko siebie. Jednakże Czerstwy cieszył się dobrą reputacją. Był wytrawnym wojownikiem, który najpierw myśli i zadaje pytania, a dopiero potem zabija, co stanowiło coraz rzadziej praktykowane podejście. Poza tym wyglądało na to, że dowodzi tą drużyną, ponieważ na jego polecenie Czerwony Kruk opuścił z nadąsaną miną łuk, co Gnat powitał z ulgą. Nie chciał, by tej nocy ktokolwiek zginął, i nie wstydził się przyznać, że najbardziej zależy mu na tym w odniesieniu do siebie samego.

              Wciąż musi przetrwać kilka godzin mroku i mnóstwo ostrej stali.

              - Na spokój zmarłych. - Czerstwy siedział nieruchomo jak Bohaterowie, ale jego umysł pracował na najwyższych obrotach. - Jeśli się nie mylę, to Curnden Gnat właśnie wyłonił się z ciemności.

              - Nie mylisz się. - Gnat powoli zbliżył się o kilka kroków, wciąż trzymając uniesione ręce, starając się ze wszystkich sił wyglądać beztrosko, choć ciążyły na nim nieprzyjazne spojrzenia ośmiu par oczu.

              - Trochę posiwiałeś, Gnacie.

              - Ty także, Czerstwy.

              - No wiesz, trwa wojna. - Stary wojownik poklepał się po brzuchu. - Mam przez nią zszargane nerwy.

              - Szczerze mówiąc, ja też.

              - Kto dzisiaj chciałby być żołnierzem?

              - Piekielna robota. Ale powiadają, że stare konie nie potrafią skakać przez nowe przeszkody.

              - Ostatnio staram się wcale nie skakać - odparł Czerstwy. - Słyszałem, że walczysz dla Czarnego Dowa. Ty i twoja dwunastka.

              - W miarę możliwości unikam walki, ale masz rację co do tego, komu służę. Dow płaci za moją owsiankę.

              - Uwielbiam owsiankę. - Czerstwy przeniósł wzrok na ognisko i z namysłem dźgnął je patykiem. - Za moją płaci Unia. - Jego chłopcy byli niespokojni. Języki przesuwały się po ustach, palce muskały broń, oczy lśniły w blasku ognia. Zupełnie jak publiczność podczas pojedynku, która obserwuje pierwsze ruchy walczących i stara się wyczuć, kto ma przewagę. Czerstwy ponownie uniósł wzrok. - Wygląda na to, że jesteśmy po przeciwnych stronach.

              - Czy pozwolimy, żeby taki drobiazg zakłócił nam grzeczną rozmowę? - spytał Gnat.

              Czerwony Kruk znów wpadł we wściekłość, zupełnie jakby słowo „grzeczna" stanowiło obelgę.

              - Zabijmy skurwiela!

              Czerstwy powoli odwrócił się ku niemu, a jego twarz wykrzywiła pogarda.

              - Jeśli wydarzy się niemożliwe i będę potrzebował twojej rady, to ci o tym powiem. A na razie zamknij gębę, półgłówku. Człowiek tak doświadczony jak Curnden Gnat nie przyszedł tutaj po to, by zginąć z ręki kogoś takiego jak ty. - Omiótł wzrokiem głazy, po czym spojrzał na Gnata. - Po co przyszedłeś, i do tego sam? Nie chcesz już walczyć dla tego drania Czarnego Dowa i chciałbyś dołączyć do Wilczarza?

              - Nic z tego. Walka dla Unii nie jest w moim stylu, oczywiście bez obrazy dla tych, którzy to robią. Wszyscy mamy swoje powody.

              - Staram się nie potępiać nikogo tylko dlatego, że źle dobrał przyjaciół.

              - W każdym poważnym konflikcie dobrych ludzi można znaleźć po obu stronach - odrzekł Gnat. - Czarny Dow kazał mi pójść do Bohaterów, postać chwilę na warcie i sprawdzić, czy nadciąga Unia. Ale może oszczędzisz mi kłopotu. Czy Unia nadciąga?

              - Nie wiem.

              - A jednak ty tutaj jesteś.

              - Nie przywiązywałbym do tego większej wagi. - Czerstwy z radością powiódł wzrokiem po swoich chłopcach siedzących wokół ogniska. - Jak widzisz, wysłali mnie niemal samego. Wilczarz kazał mi pójść do Bohaterów, stanąć na warcie i sprawdzić, czy pojawi się Czarny Dow albo którykolwiek z jego ludzi. - Uniósł brwi. - Myślisz, że się pokażą?

              Gnat się wyszczerzył.

              - Nie wiem.

              - A jednak ty tutaj jesteś.

              - Nie przywiązywałbym do tego większej wagi. Jestem tutaj tylko ze swoją dwunastką. Nie licząc Brydiana Mokrego, który przed kilkoma miesiącami złamał nogę, więc musiałem go zostawić, żeby się wyleczył.

              Czerstwy uśmiechnął się smutno i dźgnął ognisko patykiem, posyłając w górę snop iskier.

              - Zawsze stanowiliście zgraną drużynę. Podejrzewam, że teraz stoją wokół Bohaterów z łukami w gotowości.

              - Mniej więcej. - Chłopcy Czerstwego drgnęli i szeroko otworzyli usta. Zaszokował ich głos, który dobiegł znikąd, a zwłaszcza to, że należał do kobiety. Cudna stała z założonymi rękami pod jednym z głazów, tak beztrosko, jakby opierała się o ścianę tawerny. Przez ramię przewiesiła szpadę i łuk. - Witaj, Czerstwy.

              Stary wojownik się skrzywił.

              - Mogłabyś chociaż założyć strzałę na cięciwę i udawać, że traktujesz nas poważnie.

              Skinęła głową w stronę ciemności.

              - Tam czeka kilku chłopców, którzy chętnie przestrzelą ci twarz, jeśli któryś z was krzywo na nas spojrzy. Zadowolony?

              Czerstwy skrzywił się jeszcze bardziej.

              - Tak i nie - odparł, a jego ludzie wbili wzrok w luki między kamieniami. W nocnym powietrzu nagle zawisła groźba. - Wciąż służysz temu osobnikowi?

              Cudna podrapała się po długiej bliźnie przecinającej ogoloną głowę.

              - Nie było lepszych propozycji. Jesteśmy jak stare małżeństwo, które od lat się nie pieprzy, tylko kłóci.

              - To tak jak ja i moja żona, kiedy jeszcze żyła. - Czerstwy postukał palcem w obnażone ostrze. - Choć teraz za nią tęsknię. Kiedy tylko cię zobaczyłem, Gnacie, wiedziałem, że nie jesteś sam. Ale skoro wciąż gadasz, a ja wciąż oddycham, to zakładam, że chcesz to załatwić po dobroci.

              - Widzę, kurwa, że mnie przejrzałeś - odrzekł Gnat. - Wła...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Linki